Vipassana – czym jest i czy warto

15 grudnia, 2021

Chcę się z Tobą podzielić swoimi przemyśleniami odnośnie kursu vipassana – czym jest i czy warto poświęcić 11 dni, żeby go zrealizować. Vipassana to technika medytacji, natomiast tutaj używając tego słowa mogę opisywać zarówno tę metodę, jak i kurs, na którym można się jej nauczyć. Pojęcie jest stosowane zamiennie, ale myślę, że to będzie jasne z kontekstu.

Świetny opis tego czym jest ten kurs i metoda medytacji znajduje się na stronie ośrodka. Natomiast postaram się własnymi słowami zobrazować jak ja to widzę.

Kiedy jechałem późnym wieczorem do ośrodka. Zdjęcie nie oddaje tego klimatu, ale ta droga była ABSOLUTNIE MALOWNICZA!

Czym kurs vipassana nie jest:

  1. Urlopem – to jest kurs. Można to potraktować jak zajęcia dodatkowe czy studia podyplomowe – nawet jeśli temat Cię jara, to spędzanie na niego kilku dni pod rząd jest po prostu wysiłkiem. Na takich wydarzeniach się nie wypoczywa.
  2. Psychoterapią – to jest tricky punkt. Na pewno sama technika medytacji wspomaga proces i może dać niesamowite rezultaty w tym zakresie. Nie można natomiast tego kursu przyrównywać do żadnej formy terapii. Medytacja, w tym z wykorzystaniem tej techniki, nie sprawi też magiczine, że znikną Twoje problemy.
  3. Zgromadzeniem religijnym – technika wywodzi się z filozofii buddyjskiej, więc w trakcie kursu pojawiają się jej elementy. Nie ma jednak żadnych dogmatów, prób wtłaczania jakichś zasad czy nawracania. Kurs nie jest miejscem modlitw, kultu ani żadnym spotkaniem sekty. Przedmiotem jest nauka techniki medytacji i temu jest poświęcony cały czas. Skorzystać mogą zarówno osoby niewierzące, jak i wierzące, niezależnie od tego, którą wybrali religię.
  4. Detoksem cyfrowym – oczywiście jest to element tego kursu, nieodłączny element. Jeśli jednak skoncentrujesz się na „oddigitalizowaniu” się, wówczas umknie Ci najważniejsze, czyli nauka tej techniki medytacji.
  5. Formą wyciszenia – tak, po kursie będziesz mieć większe pokłady spokoju. Siłą rzeczy przebywasz w izolacji od świata zewnętrznego i cały Twój czas wypełniony jest medytacją. Wyciszysz się. Natomiast jeśli nie przepracujesz tego czasu, efekt uspokojenia nie potrwa długo i niebawem wrócisz do miejsca sprzed kursu.

Czym jest:

  1. Pracą – wstajesz rano, przez cały dzień medytujesz, masz przerwy na posiłki i herbatę. Bez rozmów i innych metod spędzania wolnego czasu. Tak przez cały kurs.
  2. Sposobnością poznania siebie bliżej – kurs polega na nauce techniki medytacji, będącej w rzeczywistości umiejętnością oceny siebie. Poznajesz więc samego siebie bliżej, uczysz się poznawać w jaki sposób reaguje Twoje ciało i umysł na różne sytuacje.
  3. Nauką dyscypliny – pozwala zbudować odporność psychiczną i wypracować nowe nawyki (i zastąpić nimi te stare). Jeśli uczciwie przepracujesz te 10 dni, wtedy odkryjesz nowe możliwości.
  4. Turnusem odchudzającym – co tu dużo gadać. Są dwa posiłki dziennie, w pełni wegańskie i z reguły niskokaloryczne. Medytacja przy pełnym brzuchu jest naprawdę kłopotliwa. Siłą rzeczy liczba kalorii spożytych jest niższa niż zapotrzebowanie, więc… schudniesz. (Spójrz na zrzut ekranu z aplikacji do monitorowania wagi poniżej)
  5. Wyzwaniem – zrobisz coś, czego do tej pory nie było okazji zrobić. Jeśli przetrwasz, zbudujesz nowe pokłady pewności siebie i odkryjesz, że możesz przenieść to na inne elementy życia.

Co realnie daje nauka tej techniki i regularne jej praktykowanie? Mogę to opisać z dwóch perspektyw – nowego adepta oraz kogoś kto ma za sobą dwa takie kursy i kilka lat praktyki. Poniżej znajdziesz podsumowanie tego, co możesz zyskać dzięki tej formie medytacji.

5kg spadku wagi po kursie medytacji

Ostrość umysłu

To chyba najważniejsza super moc, którą można uzyskać. Dlaczego? Zalet jest nieskończenie wiele, ale główną z nich jest możliwość bardziej owocnego działania. Robisz wszystko szybciej, myślisz i uczysz się wydajniej. Zyskujesz dużo czasu na wszystko.

Kiedy nie medytowałem, mój umysł przepełniony był mnóstwem myśli. Prowadziłem nieustannie wewnętrzny dialog, który… był bezproduktywny. Nic nie daje, nie rozwiązuje problemów, a tylko dokłada niepotrzebne emocje i tworzy nowe bariery. Kiedy udało mi się od tego uwolnić i nauczyłem się okiełznać umysł, moje życie zmieniło się o 180 stopni.

Co dokładnie zyskałem:

  1. Uwolniłem się od stresu. Wiem, że myśli, emocje i odczucia to nie ja. To tylko sygnały, na które mogę, ale nie muszę reagować. Czas reakcji również się zwiększył, przez co wzrosła świadomość podejmowanych działań. To istny gamechanger.
  2. Szybciej się uczę. Jestem w stanie skupić się na procesie nauki, dzięki czemu przyswajanie nowych umiejętności idzie sprawniej. Rozproszenie zniknęło, natomiast jego miejsce zajęła koncentracja. To jest znaczne ułatwienie procesu. Wcześniej do głowy wpadało wiele różnych myśli, czułem ogarniający mnie chaos i pozyskiwanie nowych umiejętności było… trudne.
  3. Sprawniej myślę. Wcześniej, żeby coś zintelektualizować, musiałem przekopać się przez mnóstwo bezużytecznych informacji w swojej głowie. Teraz potrafię sięgać po esencję i to, co jest istotne. Wpływa to również istotnie na proces podejmowania decyzji.

Czas dla siebie

Dotychczas, podobnie jak u mnie do niedawna, Twoja rzeczywistość była w pełni skupiona na tzw. produktywności. Każda sekunda musiała być spożytkowana na naukę lub „coś produktywnego”. Spacer bez audiobooka? Strata czasu. Sport bez podcastu? No, cóż za marnotrawstwo. Praca bez jakiegoś filmu w tle? Nigdy w życiu. Do każdego posiłku obowiązkowo przeglądanie mediów społecznościowych. Poranna kawa tylko i wyłącznie w towarzystwie książki, najlepiej biznesowej. Szkolenia motywacyjne, które wypinają Cię z wrotek i na chwilę czujesz, że możesz przenosić góry, że, cytując Rafała Mazura, możesz urwać światu dupę.

Wszystko super. Ale jaki jest efekt? Dynamicznie siedzisz na kanapie. Przeładowany informacjami. tworzysz idealne plany działania, korzystasz z najnowszych narzędzi do zarządzania projektami i mierzysz czas wykonywania każdej czynności, żeby potem wiedzieć, które z nich masz automatyzować. Znika Ci jednak z pola widzenia najważniejsze – czy w ogóle idziesz w dobrym kierunku. W efekcie działasz, robisz dużo, potem jeszcze więcej. Dodatkowo każdą czynność wykonujesz bardzo sprawnie. Rośnie Twoja produktywność, tyle że te sprawnie ułożone i rozplanowane działania nie są produktywne. Widzisz różnicę? Produktywne robienie rzeczy bezproduktywnych to idealne zaprzeczenie esencji produktywności.

Warto zrobić krok w tył i zastanowić się po co to wszystko. Jakie są Twoje potrzeby? Czy idziesz w dobrym kierunku? Może się okazać, że jesteś na dobrej ścieżce. To jednak rzadki przypadek. Najczęściej efektem takiego działania jest dokładanie sobie cierpienia i komplikowanie życia. Masz więcej, dobrze Ci idzie, a jednak czujesz, że kopiesz pod sobą coraz większy dół. I z każdą chwilą trudniej się z niego wydostać. Mnóstwo ludzi tak żyje, często będąc tak rozproszonymi, że nie zauważają własnego nieszczęścia. Sam też tak wiele lat żyłem.

To właśnie rozwiązuje medytacja. Obserwujesz siebie, wiesz co jest dla Ciebie dobre, a co Ci nie służy. I umiesz dostrzec, że kręcisz się jak chomik na kołowrotku.

Odpowiedzialność

W Twoim życiu mają miejsce różne zawirowania. Ten rząd taki zły. Podatki takie wysokie. Ci ludzie tacy przykrzy. Partner w domu taki niewspierający. Rodzice tacy nierozumiejący potrzeb. Przyjaciele, którzy podcinają skrzydła. Irytujący klienci. Narzekający pracownicy. Dziecko, które nie daje w nocy spać. Wspólnicy działający na nerwy. Zbyt mało pieniędzy na rachunku bankowym. Podwyżka, która jest zbyt niska. Sukces, który po osiągnięciu zamienia się w porażkę, bo przecież inni mają więcej. To właśnie to sprawia, że jesteś nieszczęśliwym człowiekiem.

Ale czy naprawdę tak jest? Czy rzeczywiście z Tobą jest wszystko w porządku, a środowisko i okoliczności są złe? A może jednak to, co się dzieje wokół to też efekt różnych sytuacji i Twój stan nieszczęścia wynika z czegoś zupełnie innego?

Są ludzie skrajnie bogaci i skrajnie nieszczęśliwi; inni – skrajnie biedni i skrajnie szczęśliwi. Są ludzie, którzy mają wszystko, a czują, że nie mają nic lub tacy, którzy nie mają nic, a tak naprawdę mają wszystko. Jedni widzą same problemy, inni same rozwiązania. Co jest tutaj cechą wspólną, różnicującą grupy szczęśliwe od nieszczęśliwych? Jedno słowo-klucz: odpowiedzialność.

Dlaczego warto

Kiedy bierzesz odpowiedzialność za swoje życie, za swój stan umysłu, za swoje samopoczucie – pretensje znikają, cierpienie znika. Oczywiście nie znikną emocje – nadal będziesz czuć gniew pod wpływem klienta, który nic Ci nie daje, a oczekuje od Ciebie złotych gór. Kiedy stracisz coś dla Ciebie ważnego, wówczas będziesz odczuwać smutek. Problemy finansowe nie będą przyjemne. Sukcesowi towarzyszyć będzie radość. Tyle że nie będziesz od tych emocji zależeć. Będziesz rozumieć, że to sygnały, które dają Ci informację zwrotną na temat Twojej sytuacji i są pomocne przy jej ocenie. O, czuję toksyczne wibracje, więc muszę postawić kogoś do pionu. Hmm, ta rozmowa robi się coraz bardziej napięta i zaraz wybuchnę, może więc warto ją skończyć. Sytuacja, w której się znalazłem powoduje smutek, może poszukam rozwiązania.

To właśnie daje Ci medytacja. Kiedy tego doświadczysz, wówczas zrozumiesz, że wszystko w Twoim życiu zależy od Ciebie. Ważna jest jednak praktyka. Nie wystarczy tego pojąć na poziomie intelektualnym, bo intelektualnie to jest oczywiste. Trzeba to przeżyć, żeby zrozumieć.

Współczucie

Wraz ze wzrostem świadomości swoich emocji, zaczynasz rozumieć też mechanizm działania innych ludzi. W końcu nie różnimy się od siebie tak bardzo. Główne różnice są na poziomie wyglądu fizycznego, natomiast biologia naszego organizmu jest taka sama. Odczuwamy identyczne emocje. Kiedy umiera bliska osoba, wszyscy czujemy smutek. Gdy coś pójdzie zgodnie z planem – radujemy się tym faktem. Kiedy to zrozumiesz, wówczas inaczej patrzysz na innych ludzi. Zamiast ich oceniać, zaczynasz współczuć.

Rozumiesz powody, dla których zachowują się tak jak się zachowują. Agresywny klient nie powoduje w Tobie gniewu, powoduje współczucie. To pewnie człowiek, który się pogubił i w jego życiu dzieje się teraz wiele złego, jednak nie jest sobie w stanie z tym poradzić. Narzekający pracownik przestaje Cię irytować, a zaczynasz się zastanawiać czy może w jego życiu nie dzieje się coś w czym możesz pomóc. Może potrzebuje dodatkowego dnia wolnego, bo ma w życiu jakiś problem, ale boi się zapytać? Może ma za dużo pracy, ale nie powie Ci o tym z obawy, że go zwolnisz?

Obserwacja nie oznacza bierności. Obserwacja daje wiedzę. Dzięki niej zyskasz mądrość. Ta z kolei pozwoli Ci uniknąć cierpienia i poprawi jakość Twojego życia.

Zestaw do porannego rozruchu – poduszka do medytacji i rolka do treningu brzucha.

Co tak „życiowo” daje ta technika medytacji?

Sprawia, że jesteś szczęśliwszy. Dan Harris w tytule swojej książki twierdzi, że medytacja czyni go 10% szczęśliwszym. To losowa liczba, ale… jest szansa, że wcale nie. Zrozumienie tego jak działa Twoje ciało, Twój umysł i Ty jako człowiek daje Ci ogromną wolność. Wolność od cierpienia. Umiejętność korzystania z życia. Uważność, aby skupić się na tym, co przeżywasz tu i teraz. Uwolnisz się od demonów przeszłości, przyszłość z kolei nie będzie powodować w Tobie stanów lękowych.

Trudności w trakcie kursu

Za pierwszym razem najgorsze były pierwsze dwa dni, bo… po pierwsze to wszystko było nowe, a po drugie nie byłem przyzwyczajony, żeby słuchać samego siebie. Kiedy nie ma innych bodźców, nasze ja naprawdę szybko dochodzi do głosu. I jeśli długo jego potrzeba wyrażania siebie nie była zaspokajana, to naprawdę ma DUŻO do powiedzenia. A że cechuje je bezkompromisowa szczerość to przeważnie nie jest to nic przyjemnego. Ale za to bardzo potrzebnego. Płakałem więc jak dziecko i byłem załamany – pytałem sam siebie co ja robię. Przecież to takie nieprzyjemne. Trzeciego dnia stwierdziłem, że będę intensywniej pracował.

Kolejnym trudnym momentem był piąty dzień – napięcia w ciele, wywołane po pierwsze nagromadzonym stresem, a po drugie długotrwałym siedzeniem w jednej pozycji, dały o sobie znać. Bolały mnie kolana, biodra i plecy. Myślałem, że od bólu zwariuję – dosłownie. Kiedy jednak zakończyła się ostatnia, wieczorna medytacja tego dnia, poczułem ulgę, ale też siłę. Nie umarłem. Nic mi się nie stało. To wszystko tylko moja psychika, przekonująca mnie, żebym dał sobie spokój. To dodało mi pewności siebie. Teraz, z perspektywy czasu i doświadczenia sportowego śmieję się sam z siebie.

Natomiast przy pierwszym „turnusie” chodziłem zaspany, często zdemotywowany i czasem ucinałem sobie zbyt długie drzemki lub opuszczałem indywidualne sesje medytacji.

Drugie podejście

Niemniej jednak po tych dwóch punktach zapalnych było już z górki. Przy drugim podejściu do kursu kwestia wyglądała zupełnie inaczej. Miałem dużo większą praktykę, więc umiałem szybko się skoncentrować. Do tego nie chciało mi się ciągle spać – głęboki stan medytacji działa prawie jak sen, więc w ciągu dnia bez wysiłku fizycznego i umysłowego, można było odpoczywać.

Najważniejszą jednak różnicą było to, że nie miałem gorszych dni. Drugiego wieczora miałem wątpliwości czy drugi kurs jest mi potrzebny. Ale trwało to tylko chwilę przed snem. Potem wiedziałem, że jestem tu, żeby pracować. I pracowałem naprawdę rzetelnie – nie odpuściłem żadnej sesji. Skorzystałem z tego niesamowicie.

Mała rada i przestroga jednocześnie

Warto do tego podejść jak do wyzwania. Robić swoje, stosować się do zaleceń odnośnie techniki medytacji i do tego, co mówi nauczyciel, czyli:

a) nie zniechęcać się, kiedy idzie gorzej – np. kiedy są problemy z koncentracją, kiedy coś Cię z niej wybija lub kiedy masz wrażenie, że Twoje próby kończą się niepowodzeniem. To całkowicie normalne. Nie tylko Ty tak czujesz i powiem więcej – wraz z doświadczeniem to się zupełnie zmienia;

b) nie ekscytować się, kiedy idzie lepiej – np. kiedy odczuwasz wibracje, przyjemne doznania w ciele lub kiedy masz totalną łatwość we „wchodzeniu” w głęboką medytację. To też potrafi się zmienić diametralnie i jednego dnia może być euforia, a drugiego… nic.

Ta technika medytacji uczy pokory i tego, żeby czerpać z tego, co masz przed sobą. I czuć wdzięczność za to, co przeżywasz.

Podsumowanie

Kurs trwa 10 dni, ale po jego ukończeniu dostajesz narzędzie do zbudowania wewnętrznego spokoju i wolności. Problemy, które dziś Cię miażdżą, po jego ukończeniu będą jedynie sytuacjami wymagającymi rozwiązania. Pozbędziesz się ogromnych pokładów skumulowanych emocji, które trapią Cię i są kotwicą, ciążącą Ci na kursie naprzód. Osiągniesz stan, w którym to Ty będziesz decydować jak się czujesz. Świetnie to się łączy ze sportem. Możesz o tym przeczytać więcej w poprzednim wpisie o Ironmanie 70.3, czyli tzw. „połówce”. Zachęcam do przeczytania, dobrze się te tematy zazębiają.

Spędziłem wiele lat, szukając różnych technik czy terapii, które pozwolą mi uwolnić się od poczucia, że nie mam kontroli nad swoim życiem. Finalnie pomogły mi w tym medytacja i sport. A dzięki vipassanie nauczyłem się rozumieć samego siebie. Czy warto było poświęcić te ten czas na kursy? Bez dwóch zdań. Polecam absolutnie każdemu.

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply